Akumulator (ENIAC)
Dwadzieścia szaf, które były pamięcią i arytmetyką w jednym pudle — cała szybka pamięć ENIAC-a mieściła dwadzieścia liczb, a każda siedziała w jednostce, która ją też dodawała.
Każdy akumulator przechowywał jedną dziesięciocyfrową liczbę dziesiętną ze znakiem. Cyfry żyły nie w rejestrach w dzisiejszym sensie, lecz w licznikach pierścieniowych: dziesięć stopni przerzutnikowych na cyfrę, zbudowanych z lamp elektronowych i krokowo przesuwanych przez nadchodzące impulsy. Wychodziło to na około 550 lamp na jednostkę. Liczby wędrowały między jednostkami jako ciągi impulsów na wspólnych szynach cyfr — siódemka to siedem impulsów — a odebranie liczby było tym samym aktem co zliczenie tych impulsów. Dodawanie nie było operacją nałożoną na pamięć. Ono było pamięcią.
Jedno dodawanie trwało 200 mikrosekund, czyli 5000 dodawań na sekundę. Dwa akumulatory można było sprzęgnąć dla dwudziestocyfrowej precyzji, a mnożarka, dzielarka i pierwiastkarka nie miały własnych rejestrów — pożyczały akumulatory na czas pracy. To, co dziś jest zestawem rejestrów, ALU i pamięcią główną, było tu tymi samymi dwudziestoma szafami.
To ograniczenie ukształtowało programowanie bardziej niż cokolwiek innego. Dwadzieścia liczb to niewiele, więc wyniki pośrednie dziurkowano na kartach i wczytywano z powrotem na kolejny etap. Gdy rok później szkic EDVAC-a postulował jedną dużą, jednolitą, tanią pamięć, odpowiadał dokładnie na tę arytmetykę.